Pradziadek Maurycy w roku 1904
zakochał się w baletnicy,
i to tak nie na żarty!
Specjalnością owej panny Arletty
były bardzo efektowne piruety,
które kręci się- jak dobrze pamiętam,
na czubkach palców,
czyli na puentach.
Maurycy "Jezioro Łabędzie"
obejrzał razy dwieście
siedząc co wieczór w ósmym rzędzie,
na osiemnastym krześle.
I co wieczór "wirująca Arletta"
(jak pisano o niej w gazetach)
na czubkach palców, czyli na puentach
kręciła się jak najęta.
Łkała widownia, mdlała orkiestra.
Aż pradziadka naszła nagła myśl:
Musze jej się oświadczyć jeszcze dziś!
W drugim akcie na scenę wkroczył,
choć trzymali go za poły inspicjenci,
łabedzicę swą ramieniem otoczył i zapytał:
Czy mogłaby pani na chwilę przestać się kręcić?
Ona natychmiast rzuciła scenę,
on wojsko, w którym był porucznikiem
i wyjechali hen za Niemen,
by tam uprawiać jęczmień i grykę...
A, że przy tym prababci Arletcie
rok po roku rodziło się dziecię,
bardzo szybko zapomniała o tym,
że kiedyś bywała łabędziem.
I dlatego żadnej puenty nie będzie...
Kalina Jerzykowska
'Miło było dzisiaj na Ciebie popatrzeć na klasyce' i dla takich słów warto żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz