Jest mi dzisiaj strasznie źle. Sama nie wiem dlaczego. Chiałabym przelać moje uczucia 'na papier', żeby mi ulżyło. Oczyścić umysł. Ale jakoś nie potrafię nic napisać. Od dobrych 40 minut gapię się w to puste pole przeznaczone na nowy post i próbuję zgłębić własne myśli. Do tego te sumtne piosneki Adele, naprawdę mi w tym nie pomagają. Pogarszają tylko mój stan, bo jest mi coraz smutniej. To dziwne, ale po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w sumie nie przeszkadza mi to. Czasami lubię być smutna. To surrealistyczne ale odczuwam radość ze smutku.
Myślę o tym, że moje życie płata mi zawsze figle. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że cierpię na pewną przypadłość. Raz na jakiś czas, zdarza się, że poznaję jakiegoś szalonego singla. Jak długo go znam i nie darzę rzadnymi uczuciami, tak dlugo dana osoba jest samotna, tak samo jak ja. Ale gdy tylko zaczynam przejawiać do osobnika płci męskiej jakąkolwiek sympatię, od razu na horyzoncie pojawia się jakaś dama, która zmienia życie 'mojego wybranka' o 180 stopni. On nagle zmienia status na facebook'u z 'wolny' na 'w związku', a ja? A ja obchodze się smakiem. Tłumaczę to sobie tak, że najwyraźniej tak miało być. Przecież nic nie dzieje się bez przyczyny.
Nie lubię tych dni, kiedy zaczynam łapać się na tym, że żywię do kogoś coś więcej niż zwykłą sympatię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz